niedziela, 23 listopada 2014

Stephen King - Cujo













Autor: Stephen King
Tytuł: Cujo
Przekład: Jacek Manicki
Wyd.: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 416
Data wydania: 2011
Ocena: 6/10



Dawno nie odwiedzałam mrocznych zakątków stanu Maine. A dłuższy czas bez Kinga jakoś tez nie dawał mi spokoju. I mimo, że w sklepach (i na mojej półce;) pojawiło się już Przebudzenie, to postanowiłam sięgnąć po coś starszego. Padło na Cujo. Opowieść o sympatycznym piesku, który morduje ludzi. 

W Castle Rock mieszka sobie szczęśliwa rodzinka Trentonów. Vic i Donna mają synka. Ale od pewnego czasu mają również problemy. Donna ma kochanka, Tad - ... potwora w szafie, a Vic może stracić ważny kontrakt w pracy. I to, że właśnie psuje im się samochód, wydaje się wyjątkowo błahym zdarzeniem. Czemu jednak odmieni ich życie już na zawsze?

Joe Camber jest złotą rączką. Za niewielką sumę naprawia samochody. Jest również pijakiem i zdarza mu się uderzyć żonę. Ale jakie to ma znaczenie, kiedy psuje nam się auto i zależy nam na fachowej robocie. Camberowie mieszkają z dala od miejskiego zgiełku. Trzeba pokonać niezły kawałek drogi, żeby się tam dostać. Na miejscu przywita nas ogromny i niezwykle łagodny bernardyn. Z przyjemnością zabawi nasze dziecko, a nam umili czas czekania na samochód. Sielanka, aż miło. King szczegółowo opisuje nam sytuacje zarówno w domu Camberów, jak i Trentonów. Wprowadza w sekrety obu rodzin i malowniczo przedstawia miejsca, w których toczy się akcja. 

Kiedy tak sobie czytamy i czytamy... mamy wrażenie, że nic złego nie może się zdarzyć. Problemy techniczne jakoś się rozwiążą, na potwora z szafy działają odstraszające wierszyki, a kryzys małżeński z czasem minie. Ale żeby pies mógł w czymś zaszkodzić? Przecież to urocze zwierzę nie skrzywdzi nawet muchy. No dobra, może czasem pogoni jakiegoś zająca, który wtargnął na jego teren. Ale instynkt mordercy odezwie się dopiero po ataku wściekłego nietoperza. Brzmi zabawnie? Dla okolicznych mieszkańców, którzy będą musieli zmierzyć się z 200-funtową bestią nie będzie do śmiechu...

Donna to postać, z którą po pewnym czasie zaczynamy się utożsamiać. Zastanawiamy się, jak my zachowalibyśmy się w danej sytuacji. Co zrobilibyśmy dla swojego dziecka i czy potrafilibyśmy stanąć oko w oko z rozjuszoną bestią, aby uratować rodzinę. Wszystkie problemy schodzą na dalszy plan. Wysuwa się tylko cel: przetrwać! Akcja paradoksalnie biegnie szybko, a jednocześnie się wlecze. Wydaje nam się, że tkwimy w położeniu bez wyjścia, a godziny ulegają wydłużeniu.. Nadchodzi jednak taki moment, kiedy trzeba postawić wszystko na jedną kartę.. tylko czy nie jest już za późno?  Sami sprawdźcie.

A jakie są Wasze wrażenia po przeczytaniu Cujo? Podobała Wam się ekranizacja? A może jeszcze nie mieliście jej w rękach. Jeśli tak, to polecam na chłodne listopadowe wieczory;) Akcja skutecznie rozgrzewa:)



Książka przeczytana w ramach wyzwania KLASYKA HORRORU

niedziela, 19 października 2014

George R.R.Martin - Gra o tron


 










 



Autor: George R.R.Martin
Tytuł: Gra o Tron (A game of thrones)
Przekład: Paweł Kruk
Wyd.: Zysk i S-ka
Ilość stron: 778
Data wydania: 2003
Ocena: 10/10

Minęło już trochę czasu od kiedy przeczytałam "Grę o tron". Długo zastanawiałam się czy jest w ogóle sens pisać taką recenzję. Czyż nie powstało ich już setki, a może nawet tysiące? Praktycznie każdy ma już wyrobioną opinię czy na podstawie książki czy też serialu. A tych drugich jest z pewnością jeszcze więcej. Jest tutaj ktoś, kto nie zna jeszcze fabuły? 

Fenomen Martina jest niezwykły. Cykl powieści "Pieśń Lodu i Ognia" sprzedaje się jak świeże bułeczki. Czemu? Co takiego ma w sobie, że w czasach, kiedy mówimy, że chyba wymyślono już wszystko, a nowości to często odgrzewane kotlety starych opowieści, ta akurat wybiła się ponad przeciętność? Lekkość pióra, ciekawy pomysł, a może talent autora? Nie będę pisać o czym jest książka, nie będę mówić jak potoczyły się losy bohaterów, a już na pewno Wam ich nie przedstawię.
Większość z Was ominęłaby tę część wzrokiem i poszła dalej. Wolę napisać, jakie były moje odczucia w trakcie czytania i co tak naprawdę mnie w niej urzekło.

Powinnam tutaj jednak zaznaczyć, że moje pierwsze spotkanie z Grą było serialowe. Zazwyczaj wymiguję się od oglądania/czytania rzeczy, które są na topie. Mam jakiś wewnętrzny opór przez tym, co uwielbiają wszyscy w danym momencie. A jednak...tym razem uległam fascynacji ze strony innych. I nie żałuję. Serial wciągnął mnie od pierwszego odcinka. Były dni, w których potrafiłam poświęcić kilka długich godzin, oglądając parę odcinków pod rząd. Wchodziłam w intrygi bohaterów, opłakiwałam śmierć moich ulubieńców, śmiałam się, denerwowałam i poddawałam każdym emocjom, jakie przynosiła mi kolejna scena. To było niesamowite. Zżyć się z postaciami, które w zasadzie nie mają ze mną nic wspólnego..

Tak minęły cztery sezony, aż w końcu powiedziałam sobie, że muszę to przeżyć jeszcze raz. Tym razem w swojej wyobraźni. Sięgnęłam po wersję, bez ilustracji serialowych, próbując zwizualizować sobie to po swojemu. Nie było to łatwe, gdyż wygląd postaci nasuwał mi się automatycznie;) cóż.. od tego niestety nie uciekłam. Jako plus mogę tutaj dodać, iż znajomość postaci, dzięki serialowi pomogła mi się potem odnaleźć w książce. Wielość nazw i nazwisk, w innym przypadku przysporzyła by mi trudności, bo naprawdę jest ich tam sporo;)

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to dość duża objętość książki. 778 stron średniej wielkości czcionką sprawiło, że czytałam ją więcej czasu, niż się spodziewałam. Pozwoliło mi to jednak odpowiednio wejść w wydarzenia, na spokojnie uzupełnić brakujące elementy fabuły, by mieć przed sobą obraz wspaniałej historii -pełnej niepokoju i wrażeń.

Bardzo podobało mi się to, iż ciągle miałam wrażenie, że jestem tam w środku - we wnętrzu rozgrywających się zdarzeń. Książka podzielona jest na rozdziały dotyczące różnych postaci. Przeplatają się ze sobą, tworząc pełnowymiarowy ogląd wydarzeń i miejsc. Szczegółowe, choć lekkie opisy miast, krajobrazów i budynków uzupełniają mapki, znajdujące się na końcu książki. W każdej chwili możemy sprawdzić, gdzie teraz toczy się akcja i jaki to ma wpływ na krainy, umiejscowione obok. 

Ulubiony bohater? Ciężko jednoznacznie się określić. Pokochałam Starków od samego początku, choć po kolei musiałam żegnać ową wykruszającą się familię.. Moją sympatię zdobył też Tyrion, mimo całej antypatii do Lannisterów. To postać bardzo rozbudowana. No właśnie, chyba to też w tej powieści jest urzekające, że nie ma mdłych bohaterów. Tutaj każdy ma swój charakterek i albo go lubimy, albo nienawidzimy. Brak tu bohaterów bez wyrazu, przezroczystych..

Kończąc (bo mogłabym jeszcze długo) napiszę tylko, że według mnie "Gra o tron" to powieść przemyślana w każdym calu, nie umiem się doszukać błędów i za to wielbię Martina, polując na kolejne części.

10/10 nie mogłam inaczej...;)







poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Agata Christie - Zatrute pióro














Autor: Agata Christie
Tytuł: Zatrute pióro (The moving finger)
Przekład: Izabella Kulczycka
Wyd.: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 188
Data wydania: 2010
Ocena: 8/10

Do takich autorów jak Christie zawsze warto wracać. Ta wyjątkowa umiejętność pisania o morderstwach bez brutalnych opisów samego zdarzenia, a jednocześnie tak wciągająca i zagadkowa. Trochę jak w starych filmach grozy, gdzie nie widzimy źródła zła, lecz czujemy jego obecność. Lubimy znać i widzieć szczegóły. Mamy wrażenie, że łatwiej nam będzie sobie coś wyobrazić, kiedy ktoś dokładnie nam coś przedstawi. Jednak pisarka chciała od nas czegoś więcej - uruchomić nasze pokłady wyobraźni, byśmy sami uzupełnili jej historie. Może tak jak trzeba, a może bardziej nieudolnie prowadzimy śledztwo przez prawie 200 stron. Pewnie nie raz posądzimy niewłaściwą osobę, udamy się złym tropem i nie złapiemy zabójcy. Ale od czego mamy niezastąpioną panią Marple, która pod koniec powieści udzieli nam kilku wskazówek;)

Jerry Burton doznaje ciężkich obrażeń w wypadku. Aby powrócić do zdrowia i wypocząć, udaje się za radą lekarza, w jakieś spokojne miejsce. Wybór pada na Lymstock, małe miasteczko, w którym pozornie nic się nie dzieje. W podróży towarzyszy mu siostra - Joanna. Wynajmują wspólnie Jałowcowy dworek. Po latach spędzonych w Londynie, pragną rozkoszować się spokojem tego miejsca i nieco zwolnić tempo życia. Czy jednak będzie im to dane?

Okolica wydaje się przyjazna. Sąsiedzi witają ich radośnie. Może są trochę wścibscy, ale to klasyczna cecha małomiasteczkowych społeczności. Zbyt pięknie jak na początek? Więc następuje mała odmiana. Państwo Burton otrzymują list - anonim, pełen wulgarnych słów skierowanych do Joanny. Wzburzone rodzeństwo pali list w kominku. Jednak podczas rutynowej wizyty u lekarza, Jerry zwierza się doktorowi Griffith'owi i dowiaduje się, iż nie jest to pierwszy tego typu list. Po  miasteczku krąży ich wiele, a zawstydzeni mieszkańcy często ukrywają ten fakt przed policją. Do pewnego momentu... aż jedna z szanowanych kobiet w mieście popełnia samobójstwo. Czy popchnęła ją do tego czynu treść listu? Może kobieta coś ukrywała i nie chciała, by to wyszło na jaw. A może to w ogóle nie było samobójstwo?

Pytań jak zwykle jest wiele. Na tych nielicznych stronach, autorka skumulowała tyle informacji, że pod koniec książki znamy już dokładnie każdą z ważniejszych osób w mieście. Nie tylko wiemy jaką mają pozycję i czy są lubiane (albo podejrzane). Christie daje nam obraz psychologiczny postaci. W pościg za autorem anonimów rusza cała "inteligencja" miasta. Próbują rozgryźć na wszelkie sposoby, kto może być na tyle okrutny, by wypisywać plotki i oskarżenia w tak wulgarny sposób. Każdy ma swój typ, ale dopiero panna Marple wywęszy sprawcę...

Znów dałam się wciągnąć w zabawę w detektywa. I nie żałuję. Świetnie się bawiłam, choć sprawcy nie odkryłam:P hehe Królowa rządzi! 8/10







sobota, 19 lipca 2014

Thomas Harris - Milczenie owiec


Poster:MILCZENIE OWIEC 






 


Autor: Thomas Harris
Tytuł: Milczenie owiec (The silence of the lamb)
Przekład: Andrzej Szulc
Wyd.: Amber
Ilość stron: 334
Data wydania: 1990
Ocena: 9/10




Chyba już nigdy nie popełnię tego błędu, jakim jest obejrzenie adaptacji zaraz po przeczytaniu książki. Ilość szczegółów, które tak bardzo rzucają się w oczy przesłaniają właściwy odbiór filmu. Przez prawie cały film miałam ochotę powiedzieć: nie, to nie było tak! Ale przejdźmy do rzeczy..

Film  z 1991r. pierwszy raz zobaczyłam w dzieciństwie. Zrobił na mnie wrażenie, pozostawiając w głowie obraz siedzącego za kratami Lectera. Szaleństwo wypisane na twarzy, które w tak doskonały sposób odegrał Hopkins. No właśnie, biorąc do ręki książkę nadal miałam przed oczami Hopkinsa;)… i w sumie tak zostało do końca.


Hannibal Lecter to trudny przypadek. Został odizolowany od społeczeństwa za morderstwa i kanibalizm. Zwierzęce instynkty nie świadczą bynajmniej o jego braku obycia czy problemach psychicznych. Lecter bowiem sam jest doktorem. Biegły w dziedzinach psychologii i psychiatrii, niezwykle inteligentny, o wyostrzonych zmysłach. Pisze artykuły naukowe, prenumeruje czasopisma, czyta książki i maluje. Nie nudzi się za kratami. Chociaż czasem pewne odejście od rutyny bywa pozytywne, a pojawienie się pięknej młodej kobiety po drugiej stronie tych krat może okazać się fascynującym doświadczeniem.


A ową kobietą jest Clarice Starling. Studentka, początkująca funkcjonariuszka FBI, dobrze rokująca na przyszłą służbę. Zostaje wysłana do Lectera, by wydobyć informacje. Chociaż momentami to ona będzie musiała mówić.. o dzieciństwie, problemach.. Informacja za informacje, odrobina własnego psychicznego bólu  za możliwość uratowania komuś życia. Po ulicach grasuje morderca. Zabija swe ofiary i obdziera je ze skóry. Co wspólnego z nim ma nasz doktorek? Jakie skrywa tajemnice?

Akcja nabiera tempa, gdy porwana zostaje córka pani senator. Wszyscy w gotowości, szukają, negocjują, naciskają Lectera.. walczą o każdą godzinę, która może przedłużyć życie dziewczyny.

W zasadzie to nie mogę się do niczego doczepić. Książka w świetnym stylu. Nie nuży, a wciąga coraz bardziej. Postacie z charakterem, dopracowane szczegóły. Nic, tylko czytać i jeszcze raz czytać! Hehe Chociaż.. może trochę ta Starling taka zbyt idealna. Wiecie.. piękna, mądra, sprytna i jeszcze dobrze strzela:P
 

A wracając do filmu. Kiedy obejrzałam go ponownie w celu odświeżenia po lekturze, emocje opadły. Kilka zmienionych faktów, wiele pominiętych. Rozumiem, że tak trzeba, ale były też takie zupełnie nieuzasadnione. Np. (dobra, trochę pospojleruję;) Starling znajduje w szufladzie pierwszej ofiary zdjęcia, jak pozuje w bieliźnie. W oryginale – zdjęcia należały do córki pani senator i przedstawiały sceny seksu z jej chłopakiem. W filmie ten fragment nie wnosił nic, w książce – tak. Owce pomieszano z końmi i takie tam. A właśnie.. Wasze owieczki milczą? Czy jeszcze ich nie czytaliście?



niedziela, 22 czerwca 2014

Stephen King - Pan Mercedes













Autor: Stephen King
Tytuł: Pan Mercedes (Mr.Mercedes)
Przekład: Danuta Górska
Wyd.:Albatros
Ilość stron: 576
Data wydania: 2014
Ocena: 9/10

Debiut Kinga w nowym gatunku - powieści detektywistycznej. Czy można mówić o debiucie w stosunku do mistrza? Wydawałoby się, że autor, który pisze już tak długo, w pewnym momencie zacznie powielać stare schematy; że z czasem braknie mu pomysłów i będzie nawiązywał do tego co było. Owszem, są nawiązania do poprzednich powieści. Jednak są tak umiejętnie wplecione, że tylko wprawny fan jest w stanie to wychwycić.  Jak zatem King odnalazł się w świecie detektywa Billa Hodges'a?

Pierwszy rozdział stawia nas w roli świadków masakry. Rozpędzony mercedes wjeżdża w tłum bezrobotnych, czekających na otwarcie targów pracy. Część osób ginie, część zostaje okaleczona do końca życia.. wśród ofiar jest nawet niemowlę. Poranna mgła pomaga mordercy w ucieczce, dając mu wolność. Sprafcy (!) tragedii nie udaje się ustalić.

Okładka książki wypełniona jest parasolami. Jeden błyszczący na niebiesko skrywa okrutnego szaleńca. Ale wmieszany w tłum staje się bezbarwny, przestaje się wyróżniać. Parasol daje mu anonimowość. Pod Niebieskim Parasolem Debbie może ukryć się każdy. Rozmowy nie są nigdzie zapisywane i kasują się zaraz po opuszczeniu portalu. Tylko, że "sprafca" chce nawiązać dialog, chce być dumny ze swego czynu, a może nawet go powtórzyć. Na swojego rozmówcę i powiernika wybiera emerytowanego detektywa Billa Hodges'a. Podstarzały mężczyzna z brzuszkiem coraz bardziej zatapia się w szarości codzienności. Nuda i brak poczucia bycia potrzebnym, podsuwa mu najgorsze myśli. Zaciska dłoń na broni, kiedy do skrzynki wpada intrygujący list..

Od początku znamy mordercę. Wiemy gdzie mieszka i pracuje. Znamy jego historię i czytamy mu w myślach. Może nawet chwilami próbujemy zrozumieć jego postępowanie (co jest trudne). A z czasem żywimy do niego coraz to bardziej negatywne emocje. Brady jest bardzo rozbudowanym charakterem. Autor świetnie przedstawił go od strony psychologicznej. Za to zawsze lubiłam Kinga - za to plastyczne ukazanie postaci. Możliwość wejścia w czyjąś psychikę, nawet tą najbardziej pokręconą i niezrozumiałą. 

Bill z kolei przypomina mi postacie, w które często wcielał się Clint Eastwood. Samotny glina próbujący sam wymierzyć sprawiedliwość. Bo Bill również nie informuje policji. Prowadzi grę z Brady'm po swojemu, próbuje wykurzyć go z nory i sprowokować. Dobiera sobie pomocników spośród przyjaciół i pragnie pokazać innym, że jego kariera tak naprawdę nie dobiegła końca.

Akcję śledzimy z dwóch perspektyw - Billa i Brady'ego. Obserwując zachowanie jednego, z ciekawością czekamy na reakcję drugiego. Zdarzenia nie zawsze następują w taki sposób, jak nam się wydaje. Bohaterowie nas zaskakują i doprowadzają do niezwykłego finału. 

Niedawno dowiedziałam się, że Pan Mercedes jest pierwszą częścią opowieści o detektywie Hodges'ie. King planuje kontynuację wątku w kolejnych odsłonach. Podoba mi się ten pomysł i z niecierpliwością czekam na kolejne części. Mistrz sprawdził się w tym gatunku w 100% i z pewnością nie zawiedzie. Stworzył coś innego, wykorzystując doświadczenie i środki, których używa od lat.





czwartek, 19 czerwca 2014

Clive Barker - Powrót z piekła










Autor: Clive Barker
Tytuł: Powrót z piekła (The Hellbound Head)
Przekład: Paweł Kwiatkowski
Wyd.: Rebis
Ilość stron: 150
Data wydania: 1992
Ocena: 6/10



Tym razem krótko jak na Barkera. Zaledwie 150 nasyconych okrucieństwem stron. Oglądaliście Hellraisera? Stary film, klasyk gatunku. Tak, scenariusz i reżyseria to również dzieło Barkera. Ale na motywach tej książki. Małej, niepozornej z pożółkłymi kartkami. Kiczowata okładka, na której znajdują się najważniejsze elementy opowieści. Mówi nam wszystko, a zarazem niewiele zdradza. Bo czym jest dla nas świecący sześcian, leżący na stoliku? Albo ponakłuwana twarz?



Kostka Lemarchanda to niezwykły przedmiot. Nie można dostać się do środka... choć udało się to nielicznym. A ponoć wewnątrz są cuda, rzeczy których pragniesz.. Frank długo pracował nad tym, żeby stać się jednym z wybranych. Kiedy kostka otworzyła przed nim nowe możliwości, jego życie zostało odmienione na zawsze. Tylko czy tego oczekiwał? Pragnął prawdziwej rozkoszy, a poznał  inny jej smak. Rozkosz aż do bólu.

W niedługim czasie brat mężczyzny wprowadza się wraz z żoną do odziedziczonego domu. Jednak skrywa on pewną tajemnicę. Pozostałości po ceremonii, którą odprawił tutaj Frank wypełniają powietrze. Zła energia kumuluje się wyjątkowo w jednym pomieszczeniu. Zasłonięte okna, wilgoć, nieprzyjemny zapach.. i żądza krwi. Bo pokój ma też lokatora. A raczej to, co z niego pozostało...

Czy Julia pomoże byłemu kochankowi powrócić do życia? Jaką cenę będzie musiała ponieść za swoją naiwność? A może chcielibyście wiedzieć kim są Cenobici i jaką odegrają rolę w tej historii? Poznajcie zatem koszmar, jaki odegrał się w domu na Lodovico Street.

Mam ochotę napisać dużo więcej, ale ta opowieść jest tak krótka, że pisząc dalej mogłabym zepsuć wam zabawę;) Pierwsze strony książki zostały przeznaczone na zapowiedzi i reklamy. Na temat autora i jego dzieł wypowiadają się takie osobistości jak Stephen King czy Peter Straub. Mamy też cytaty z różnych gazet. Wszyscy rozpływają się w zachwytach. A czy mnie rzuciło na kolana? Hmm.. jeśli chodzi o jakość do objętości, to mogę was zapewnić, że przez te 150 stron ani na chwilę się od niej nie oderwiecie. Nie ma przydługich wstępów i rozwlekłych wtrąceń. Cały tekst jest pełen akcji i nie zwalnia nawet na moment. Bohaterowie są zbudowani w prosty sposób. Są jednowymiarowi, albo źli, albo nudni, albo irytujący itd. Ale przecież to tylko horror. Ma trzymać w napięciu, zaskakiwać i straszyć. I to zostało spełnione.


Książka przeczytana w ramach wyzwania KLASYKA HORROR

niedziela, 8 czerwca 2014

Graham Masterton - Kostnica


Autor: Graham Masterton
Tytuł: Kostnica (Charnel house)
Przekład: Elżbieta Krajewska
Wyd.: Amber
Ilość stron: 224
Data wydania: 1991
Ocena: 6/10




Tego mi było trzeba! Po ostatnich, dość nieudanych wizytach w krainie Jamesa Herberta, sięgnęłam do sprawdzonego źródła. Skierowałam się ponownie do ulubionej półki z serii Amber i w moje dłonie trafiła Kostnica. Masterton nie bawił się ze mną w podchody, nie owijał zła dodatkowymi wątkami, lecz uderzył nim już na samym początku. Macie ochotę na spotkanie ze złem w czystej postaci? Zatem zapraszam do kostnicy..

Tytułu nie należy brać dosłownie. Autor nie prowadzi nas do zimnego pomieszczenia z trupami. Nie będzie metalowych łóżek i karteczek identyfikacyjnych przyczepionych do stóp. Bo czyż nie taki obraz przywołuje na myśl to słowo? Masterton przewrotnie zabiera nas w miejsce, które żyje.. do domu, który żyje..

John pracuje w biurze wydziału sanitarno-epidemiologicznego. Jego życie jest przeciętne i pozbawione większych wrażeń do dnia, w którym składa mu wizytę pewien staruszek. Wydaje się, że jego problem jest wyimaginowany. Ot, starszy zdziwaczały człowiek coś sobie uroił. Mówi jednak otwarcie, że badał go lekarz i psycholog, a kłopot nadal jest.. i nie tkwi w nim, lecz w domu. Niedawny zakup starego pięknego domu traktował jako spełnienie swoich marzeń. Po przeprowadzce odkrył niestety, że budynek.. oddycha.

Trudno racjonalnie wyjaśnić takie zjawisko. Po prośbach staruszka, John decyduje się jednak to sprawdzić. Wraz z kolegą stają się świadkami niesamowitych wydarzeń, które są jedynie namiastką tego, co ma stać się już wkrótce. W sprawę angażują się jeszcze: pracująca w księgarni okultystycznej - Jane, lekarz - Jim oraz szaman - George Tysiąc Mian. Wspólnymi siłami stoczą walkę na śmierć i życie ze starym indiańskim demonem.

Tak, jak wspomniałam na początku - Masterton porywa nas już od pierwszych stron. Oddychający dom nas pochłania i wypluwa na końcu, kiedy jest już po wszystkim. A może to nie koniec.. może jest coś jeszcze, tylko potrzebuje czasu, by zebrać siły? Polecam, bo mistrz horroru nie zawiódł;)

ps. urocza okładka;)




Książka przeczytana w ramach wyzwania KLASYKA HORRORU